Herbaciarnia U Dziwisza
„Na Krakowskim Przedmieściu, dzisiaj nazywanym ulicą Krakowską, pod nr 4 znajdował się dom Dziwisza (dziś spalony) [w roku wydania książki, tj. 1957], który miał od zewnątrz pozór zwykłej, drewnianej chałupy, ale posiadał wielką izbę z trzema oknami, z których dwa bliźniacze podzielone słupem; była to niewątpliwie resztka jakiejś kamienicy." [Wacław Husarski]

Dziś, w miejscu ruin, stoi dom Państwa Lubickich ze sławną „Herbaciarnią u Dziwisza".
Pani Lubicka, która przed kilkunastu laty założyła pierwszą, malutką, stylową, a jednocześnie bardzo nowatorską (jak na owe czasy) herbaciarnię, otworzyła nowy rozdział w historii kazimierskich lokali. Herbaciarnia była dopracowana w każdym szczególe. Wnętrze, detale i bogactwo herbat uzupełniała nie słyszana gdzie indziej poważna muzyka. Był to pierwszy w powojennym miasteczku lokal tak pełen smaku.
Obecnie Herbaciarnia się rozrosła, nie tracąc przy tym nic ze swojego charakteru.
Nadal płynie tam muzyka poważana, a picie herbaty poprzedzone jest specjalnym rytuałem. U Dziwisza miewa się różne refleksje, np. takie:
Czas herbaty płynie powoli, wonną strużką aromatu, barwy i smaku. Płynie w dostojnej ciszy.
Czas herbaty to czas obcowania z tajemnicą harmonii i jeszcze innymi tajemnicami. Herbata jest bardzo, bardzo stara i na podobieństwo mitycznych herosów - nie wiadomo skąd się wzięła.
Owiane legendą początki sięgają drugiego tysiąclecia przed Chrystusem, kiedy to w Chinach panował uczony cesarz Szeng-Nung, uchodzący za biegłego nader zielarza. Prowadził się nadzwyczaj higienicznie, stąd też zwykł był pijać samą tylko gotowaną wodę. Pragnąc wytchnienia, spoczął pewnego popołudnia pod drzewem dzikiej herbaty. Wnet rozpalono ogień, woda w kociołku zabulgotała i wtedy zerwał się wiatr. Nie wiadomo, czy za sprawą przypadku, czy może Opatrzności, dość, że koniec końców, na wietrze zawirowały listki. Wpadały do ognia, wpadały do wody. Uniosła się przy tym przedziwna, cudowna woń, której cesarz nie zdołał się oprzeć. Zaczerpnął z kociołka. Skosztował i jakież było jego zdziwienie gdy poczuł, że w ciało jego wstępuje ożywcza siła! Zrozumiał mądry cesarz z jaką potęgą ma do czynienia i odtąd Cesarstwo Chin stało się Królestwem Herbaty, a Szen-Nung zwykł był powtarzać: „Jeśli jesteś przygnębiony, herbata doda ci animuszu".
Czy tak to właśnie było, tego nie można powiedzieć na pewno, bo znów inna przypowieść głosi, że pono syn króla Indii, krzewiący buddyzm w Chinach, postanowił oddać się trwającej siedem lat medytacji. W piątym roku czuwania święty mąż poczuł się znużony. Oparty o drzewo ze wszystkich sił próbował wytrwać w swym zamierzeniu. Nie myśląc, co czyni, zerwał mimochodem listek, potem drugi i zaczął je pogryzać. Stał się cud pokrzepienia. Uczniowie założyciela sekty Zen - owego świątobliwego męża - rytualnie parzyli i pili herbatę na pamiątkę zdarzenia.
A znów w Japonii powiadają, że było inaczej: gdy czuwanie i medytacja trwały już pięć lat, oddalanie od siebie snu stało się cierpieniem tak nieznośnym, że zrozpaczony święty obciął sobie powieki, by się już nigdy nie zamknęły. W miejscu, gdzie spadły, w tej samej chwili wyrosły dwa krzewy. Uczniowie wpatrzeni w swego mistrza z nabożeństwem zebrali liście z cudownie wyrosłego krzewu i sporządzili napój o krzepiących i ożywczych właściwościach. Zrazu pili go tylko mnisi, a i to w celach leczniczych, potem trafił do pałaców, by wreszcie na koniec użyczono go maluczkim. W Japonii, przybywszy z Chin, rozpowszechnił się on dzięki buddyjskiemu rytuałowi herbaty, będącemu nad wyraz efektowną i widowiskową ceremonią. Odtąd picie herbaty stało się „religią sztuki życia".
Początkowo pito wyłącznie herbatę zieloną. Gdy jednak odległy świat począł się o herbatę upominać, przedsięwzięto kroki pozwalające zachować wszystkie jej walory, nie gubiąc ich w czasie długotrwałej podróży. Poddano ją zatem fermentacji - i tak wymyślono herbatę czarną.
Równolegle, w ogrodach klasztornych japońscy mnisi troską otoczyli nasiona przywiezione z Chin i wyhodowali własne krzewy herbaciane. Niezmiernie ucieszył się z tego miłościwie wtenczas panujący cesarz Saga i herbata z klasztoru trafiła do pałacu, stając się tym sposobem cesarzową władzy i religii.
Wszędzie ogromną wagę przywiązywano do maleńkich listków od chwili, gdy tylko się zawiązały. Zbierające je dziewczęta musiały być młode i zdrowe, by ich dotyk był delikatny i nie kalał rośliny. Obowiązywała je ścisła dieta, w której nie mogły znaleźć się ostre przyprawy, których woń mogła by zaszkodzić cennemu i szlachetnemu herbacianemu aromatowi. Ten, choć sam w sobie przebogaty, to jednak od początku łączony był z rozmaitymi dodatkami, dzięki czemu powstawały nowe kompozycje. Były to więc i słodka cebulka, i imbir, i skórka pomarańczowa, i mięta. Z czasem włączono subtelniejsze esencje i olejki z kwiatów jaśminu, lotosu i chryzantem.
Japonia stała się kolebka szczególnego kultu, tam bowiem narodziła się Ceremonia Picia Herbaty. Ścisły rytuał, obwarowany surowymi regułami miał na celu nie tyle ugaszenie pragnienia ciała, co ukojenie ducha, osiągnięcia stanu odnowy i harmonii ze światem. W ceremonii tej współistnieją wszystkie ważne elementy filozofii japońskiej i artystycznego piękna. Pojawiają się cztery fundamentalne wartości: harmonia, szacunek dla innych, czystość serca i umysłu oraz spokój. W Księdze Herbaty czytamy: „herbatyzm jest kultem opartym na adoracji piękna istniejącego pośród przyziemnych realiów codziennej egzystencji. I dlatego Czas Herbaty to czas spokoju i ciszy. Oddanie się z szacunkiem owej ceremonii to tak naprawdę oddanie należnego szacunku samemu sobie i swojej potrzebie odzyskania równowagi i oczyszczenia." Dlatego japoński rytuał trwa cztery godziny, podczas których rozgrywa się dramat pełen teatralnych gestów, cos jakby pantomima, a długa ta celebracja odbywa się w obecności licznych uczestników. Na początek delikatne Japonki tanecznymi ruchami rozcierają liście zielonej herbaty na pył. Wsypują odrobinę do kruchych, wymyślnych filiżaneczek lub czajniczków i po każdej odrobinie dolewają maleńką ilość wody. Roztrzepują wszystko ryżową miotełką - i tak w kółko, póki naczynie się nie napełni. Owa rytualna herbata ma soczyście zieloną zdecydowaną barwę i zdumiewający smak. Naczynie wędruje z rąk do rąk, każdy z uczestników wypija łyk, wytarłszy potem brzeg serwetką. Ta celebracja, wymagająca czasu i skupienia, pozwala nie tylko oderwać się od rzeczywistości, ale i przekroczyć próg obcości. Gdzież indziej rodzi się zaufanie, jeśli nie we wspólnej czarze? Ustalono nawet 6 Przykazań, z których jedno nakazuje, by ust pijącego nie kalało kłamstwo, pochlebstwo, plotka, ani obmowa. Nadto - rozmowa przy herbacie dotyczyć może jedynie tematów poważnych i godnych, dlatego mówi się, że kult herbaty współistniał z kultem wyrafinowania i czystości. Zrodziła się subtelna filozofia, będąca zamaskowanym taoizmem, dramatem osnutym wokół herbacianych liści, wartości, sztuk i uczuć.
Wiadomość o cudownym napoju usuwającym zmęczenie, radującym duszę i wzmacniającym wolę, poprawiającym wzrok i będącym składnikiem eliksiru nieśmiertelności, w mig obiegła świat.
Narody rozsiewały po własnym gruncie i nasiona i kult, co sprawiało, że bogactwo sposobów na herbatę jest wprost nieprzebrane. Japońska ceremonia to filozofia i teatr. Chińczycy zaparzają herbatę zieloną w specjalnej, rozszerzającej się ku górze czarce z przykrywką. Dla ocalenia aromatu wlewa się ją przez wąziutka szparkę. Tybetańczycy uważają herbatę za napój niemal święty i szczególnie chętnie piją go na słono. Biorą więc kawałek zielonej cegiełki, rozdrabniają i zagotowują w wodzie. Po paru minutach przecedzają, by następnie wlać do bańki z kozim mlekiem albo mieszają z masłem ubitym ubitym na mleku jaka, na koniec solą. Rosja natomiast zasłynęła jako ojczyzna samowaru, choć tak naprawdę pochodzi on od Mongołów. Urządzenie to łączy żywy ogień, żywą wodę i życiodajny napój. Do picia używają Rosjanie szklanek z metalowymi uchwytami i w czasie popijania lubią trzymać w ustach kostkę cukru lub inny słodycz. Angielskie herbaty o piątej po południu są dla Anglików czymś oczywistym.
Koneserzy twierdzą, że herbata swą królewskość zawdzięcza temu, iż nie ma arogancji wina, zadufania kawy ani słodkiej niewinności kakao. Obcowanie z nią to odpowiedzialność. Chiński poeta wymieniał trzy najbardziej godne ubolewania uchybienia w życiu człowieka: zaprzepaszczenie talentu przez niedbałe wychowanie, pohańbienie wspaniałego malarstwa przez wulgarny zachwyt i marnotrawstwo doskonałej herbaty przez nieumiejętne zabiegi.. na początek więc trzeba zaniechać złych, niegodziwych i dręczących myśli, by w czystości obcować z napojem cesarzy i świętych. Piękny imbryk należy niezbędnie ogrzać, podobnie jak filiżanki (herbata nie znosi zimna, chyba że jest herbata mrożoną, ale wtedy jej królestwem są szklanki i kryształki lodu). Konieczny jest milczący stan oczekiwania, listki muszą się zaparzyć: czarne w pierwszym wrzątku, zielone - w gorącej wodzie. Gdy napar osiągnie właściwą moc, naczynie można okryć kapturkiem, należy jednak baczyć, by herbaty nie udusić. Herbatę pić z rozmysłem i spokojem, by zapomnieć o zgiełku świata.
Czas herbaty płynie powoli, wonną strużką aromatu, barwy i smaku. Płynie w dostojnej ciszy.
Czas herbaty to czas obcowania z tajemnicą harmonii i jeszcze innymi tajemnicami. Herbata jest bardzo, bardzo stara i na podobieństwo mitycznych herosów - nie wiadomo skąd się wzięła.
Owiane legendą początki sięgają drugiego tysiąclecia przed Chrystusem, kiedy to w Chinach panował uczony cesarz Szeng-Nung, uchodzący za biegłego nader zielarza. Prowadził się nadzwyczaj higienicznie, stąd też zwykł był pijać samą tylko gotowaną wodę. Pragnąc wytchnienia, spoczął pewnego popołudnia pod drzewem dzikiej herbaty. Wnet rozpalono ogień, woda w kociołku zabulgotała i wtedy zerwał się wiatr. Nie wiadomo, czy za sprawą przypadku, czy może Opatrzności, dość, że koniec końców, na wietrze zawirowały listki. Wpadały do ognia, wpadały do wody. Uniosła się przy tym przedziwna, cudowna woń, której cesarz nie zdołał się oprzeć. Zaczerpnął z kociołka. Skosztował i jakież było jego zdziwienie gdy poczuł, że w ciało jego wstępuje ożywcza siła! Zrozumiał mądry cesarz z jaką potęgą ma do czynienia i odtąd Cesarstwo Chin stało się Królestwem Herbaty, a Szen-Nung zwykł był powtarzać: „Jeśli jesteś przygnębiony, herbata doda ci animuszu".
Czy tak to właśnie było, tego nie można powiedzieć na pewno, bo znów inna przypowieść głosi, że pono syn króla Indii, krzewiący buddyzm w Chinach, postanowił oddać się trwającej siedem lat medytacji. W piątym roku czuwania święty mąż poczuł się znużony. Oparty o drzewo ze wszystkich sił próbował wytrwać w swym zamierzeniu. Nie myśląc, co czyni, zerwał mimochodem listek, potem drugi i zaczął je pogryzać. Stał się cud pokrzepienia. Uczniowie założyciela sekty Zen - owego świątobliwego męża - rytualnie parzyli i pili herbatę na pamiątkę zdarzenia.
A znów w Japonii powiadają, że było inaczej: gdy czuwanie i medytacja trwały już pięć lat, oddalanie od siebie snu stało się cierpieniem tak nieznośnym, że zrozpaczony święty obciął sobie powieki, by się już nigdy nie zamknęły. W miejscu, gdzie spadły, w tej samej chwili wyrosły dwa krzewy. Uczniowie wpatrzeni w swego mistrza z nabożeństwem zebrali liście z cudownie wyrosłego krzewu i sporządzili napój o krzepiących i ożywczych właściwościach. Zrazu pili go tylko mnisi, a i to w celach leczniczych, potem trafił do pałaców, by wreszcie na koniec użyczono go maluczkim. W Japonii, przybywszy z Chin, rozpowszechnił się on dzięki buddyjskiemu rytuałowi herbaty, będącemu nad wyraz efektowną i widowiskową ceremonią. Odtąd picie herbaty stało się „religią sztuki życia".
Początkowo pito wyłącznie herbatę zieloną. Gdy jednak odległy świat począł się o herbatę upominać, przedsięwzięto kroki pozwalające zachować wszystkie jej walory, nie gubiąc ich w czasie długotrwałej podróży. Poddano ją zatem fermentacji - i tak wymyślono herbatę czarną.
Równolegle, w ogrodach klasztornych japońscy mnisi troską otoczyli nasiona przywiezione z Chin i wyhodowali własne krzewy herbaciane. Niezmiernie ucieszył się z tego miłościwie wtenczas panujący cesarz Saga i herbata z klasztoru trafiła do pałacu, stając się tym sposobem cesarzową władzy i religii.
Wszędzie ogromną wagę przywiązywano do maleńkich listków od chwili, gdy tylko się zawiązały. Zbierające je dziewczęta musiały być młode i zdrowe, by ich dotyk był delikatny i nie kalał rośliny. Obowiązywała je ścisła dieta, w której nie mogły znaleźć się ostre przyprawy, których woń mogła by zaszkodzić cennemu i szlachetnemu herbacianemu aromatowi. Ten, choć sam w sobie przebogaty, to jednak od początku łączony był z rozmaitymi dodatkami, dzięki czemu powstawały nowe kompozycje. Były to więc i słodka cebulka, i imbir, i skórka pomarańczowa, i mięta. Z czasem włączono subtelniejsze esencje i olejki z kwiatów jaśminu, lotosu i chryzantem.
Japonia stała się kolebka szczególnego kultu, tam bowiem narodziła się Ceremonia Picia Herbaty. Ścisły rytuał, obwarowany surowymi regułami miał na celu nie tyle ugaszenie pragnienia ciała, co ukojenie ducha, osiągnięcia stanu odnowy i harmonii ze światem. W ceremonii tej współistnieją wszystkie ważne elementy filozofii japońskiej i artystycznego piękna. Pojawiają się cztery fundamentalne wartości: harmonia, szacunek dla innych, czystość serca i umysłu oraz spokój. W Księdze Herbaty czytamy: „herbatyzm jest kultem opartym na adoracji piękna istniejącego pośród przyziemnych realiów codziennej egzystencji. I dlatego Czas Herbaty to czas spokoju i ciszy. Oddanie się z szacunkiem owej ceremonii to tak naprawdę oddanie należnego szacunku samemu sobie i swojej potrzebie odzyskania równowagi i oczyszczenia." Dlatego japoński rytuał trwa cztery godziny, podczas których rozgrywa się dramat pełen teatralnych gestów, cos jakby pantomima, a długa ta celebracja odbywa się w obecności licznych uczestników. Na początek delikatne Japonki tanecznymi ruchami rozcierają liście zielonej herbaty na pył. Wsypują odrobinę do kruchych, wymyślnych filiżaneczek lub czajniczków i po każdej odrobinie dolewają maleńką ilość wody. Roztrzepują wszystko ryżową miotełką - i tak w kółko, póki naczynie się nie napełni. Owa rytualna herbata ma soczyście zieloną zdecydowaną barwę i zdumiewający smak. Naczynie wędruje z rąk do rąk, każdy z uczestników wypija łyk, wytarłszy potem brzeg serwetką. Ta celebracja, wymagająca czasu i skupienia, pozwala nie tylko oderwać się od rzeczywistości, ale i przekroczyć próg obcości. Gdzież indziej rodzi się zaufanie, jeśli nie we wspólnej czarze? Ustalono nawet 6 Przykazań, z których jedno nakazuje, by ust pijącego nie kalało kłamstwo, pochlebstwo, plotka, ani obmowa. Nadto - rozmowa przy herbacie dotyczyć może jedynie tematów poważnych i godnych, dlatego mówi się, że kult herbaty współistniał z kultem wyrafinowania i czystości. Zrodziła się subtelna filozofia, będąca zamaskowanym taoizmem, dramatem osnutym wokół herbacianych liści, wartości, sztuk i uczuć.
Wiadomość o cudownym napoju usuwającym zmęczenie, radującym duszę i wzmacniającym wolę, poprawiającym wzrok i będącym składnikiem eliksiru nieśmiertelności, w mig obiegła świat.
Narody rozsiewały po własnym gruncie i nasiona i kult, co sprawiało, że bogactwo sposobów na herbatę jest wprost nieprzebrane. Japońska ceremonia to filozofia i teatr. Chińczycy zaparzają herbatę zieloną w specjalnej, rozszerzającej się ku górze czarce z przykrywką. Dla ocalenia aromatu wlewa się ją przez wąziutka szparkę. Tybetańczycy uważają herbatę za napój niemal święty i szczególnie chętnie piją go na słono. Biorą więc kawałek zielonej cegiełki, rozdrabniają i zagotowują w wodzie. Po paru minutach przecedzają, by następnie wlać do bańki z kozim mlekiem albo mieszają z masłem ubitym ubitym na mleku jaka, na koniec solą. Rosja natomiast zasłynęła jako ojczyzna samowaru, choć tak naprawdę pochodzi on od Mongołów. Urządzenie to łączy żywy ogień, żywą wodę i życiodajny napój. Do picia używają Rosjanie szklanek z metalowymi uchwytami i w czasie popijania lubią trzymać w ustach kostkę cukru lub inny słodycz. Angielskie herbaty o piątej po południu są dla Anglików czymś oczywistym.
Koneserzy twierdzą, że herbata swą królewskość zawdzięcza temu, iż nie ma arogancji wina, zadufania kawy ani słodkiej niewinności kakao. Obcowanie z nią to odpowiedzialność. Chiński poeta wymieniał trzy najbardziej godne ubolewania uchybienia w życiu człowieka: zaprzepaszczenie talentu przez niedbałe wychowanie, pohańbienie wspaniałego malarstwa przez wulgarny zachwyt i marnotrawstwo doskonałej herbaty przez nieumiejętne zabiegi.. na początek więc trzeba zaniechać złych, niegodziwych i dręczących myśli, by w czystości obcować z napojem cesarzy i świętych. Piękny imbryk należy niezbędnie ogrzać, podobnie jak filiżanki (herbata nie znosi zimna, chyba że jest herbata mrożoną, ale wtedy jej królestwem są szklanki i kryształki lodu). Konieczny jest milczący stan oczekiwania, listki muszą się zaparzyć: czarne w pierwszym wrzątku, zielone - w gorącej wodzie. Gdy napar osiągnie właściwą moc, naczynie można okryć kapturkiem, należy jednak baczyć, by herbaty nie udusić. Herbatę pić z rozmysłem i spokojem, by zapomnieć o zgiełku świata.
bg
PS.
Głupio sie przyznać, ale nie cierpię herbaty... za to bardzo lubię Herbaciarnię U Dziwisza, gdzie mnie podobnym podaje się świetną kawę. Dlatego z czystym sumieniem polecam!
autorka
Głupio sie przyznać, ale nie cierpię herbaty... za to bardzo lubię Herbaciarnię U Dziwisza, gdzie mnie podobnym podaje się świetną kawę. Dlatego z czystym sumieniem polecam!
autorka
Wyszukiwarka
Aktualności
2012-05-19
Od 19 maja w Kolegium Sztuk Pięknych przy ul. Nadwiślańskiej eksponowane są prace, które wpłynęły na konkurs na koncepcję architektoniczną obiektu Gminnego Zespołu Szkół. Projekty można oglądać do 26 maja codziennie (z wyłączeniem 21 maja) w g. 10.00-18.00. Dyskusja pokonkursowa odbędzie się 26 maja w KSP o g. 12.00.
2012-05-19
19 maja 2012 r. o g. 20.00 na rynku odbędzie się wieczór filmowy połączony z akcją charytatywną na rzecz odbudowy szkoły. Wystąpi Poznańska Orkiestra Kameralna pod dyrekcją Macieja Sztora, w programie koncert muzyki Jana A. P. Kaczmarka oraz utwory z repertuaru światowej muzyki filmowej.

