Stanisław Kowalczyk Wspomnienia

24.02.2013

Rocznica śmierci gen. Nila


24 lutego 1953 r., po długim, strasznym i haniebnym procesie, w więzieniu mokotowskim stracony został gen. August Emil Fieldorf „Nil", szef Kedywu Komendy Głównej AK.
Wzorowy ten żołnierz przemierzył cały szlak bojowy I Brygady Legionów, uczestniczył w 27 bitwach. W czasie Kampanii Wrześniowej dowodził 51 Pułkiem Strzelców Kresowych. Odznaczony orderem Virtuti Militari.
Po klęsce wrześniowej internowany na Węgrzech, skąd przedostał się do polskiego wojska we Francji. Rok później wrócił do kraju, gdzie sprawował ważne funkcje w wojsku podziemnym. Aresztowany przez sowietów, z górą dwa lata więziony (choć nierozpoznany) był za Uralem.

Po powrocie do Polski ujawnił się.

W 1949 roku został aresztowany.

W 1952 skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano w 1953 roku.
Gdzie spoczęło ciało bestialsko zamordowanego generała? Nie wiadomo.
Tyle tylko, że w jakimś bezimiennym, zbiorowym dole śmierci, pod płotem powązkowskiego cmentarza.
*
Jakimż to sposobem perfidnie, w majestacie prawa zamordowano bohatera?

Otóż reżim komunistyczny nienawidził takich jak Fieldorf. Zasłużony dla Polski, z pięknym, patriotycznym życiorysem, był Polakiem z tych, o których Wyka mówił, że „Polska ich zobowiązuje". Aż do najwyższej ofiary.
Córka generała, Maria Fieldorf - Czarska mówi: „Ojciec był bardzo prawym człowiekiem, nie znosił kłamstwa.
Był bardzo dzielnym człowiekiem, człowiekiem honoru. Kochał bardzo Ojczyznę."
Takich jak Nil komunizm nie nienawidził od razu. Najpierw ów system próbował człowieka zdobyć.
Wysokie morale, patriotyzm, prawość - cechy takie wraz z człowiekiem chciano zawłaszczyć. A ten ma na koncie tylko zasługi!
Spróbowano więc: zaproponowano generałowi, by poszedł na usługi, na współpracę. Dziś wiadomo, że chodziło o V komendę WIN-u. Fieldorf maił być tym, który uwiarygadnia ubecką działalność.

Nie zgodził się.
Wtedy, gdy chciano go zwerbować, napisał żonie, że już nie wróci: dostał propozycję współpracy, na którą nie przystanie.
Był niezłomny, nienawiść więc zakipiała. Generała należało się pozbyć, upokarzając go przedtem.

A przecież sam się zgłosił, sam ujawnił! Choć potrafiłby się ukrywać. Za Uralem go nie rozpoznano, umiał się zamaskować! Szczęśliwie stamtąd powrócił.
I zabili go swoi, podczas gdy wrogom się nie udało...

Reżim uznał go za nader niebezpiecznego; przez kilka miesięcy był inwigilowany. Liczono, że doprowadzi do jakichś nowych tropów, do jakiegoś „ośrodka".
Nil zaś próbował zgodnie z procedurami uzyskać zwolnienie z wojska.
Został tymczasem podstępnie ujęty.

Potem - parodia procesu.
Sąd postanawia uznać Fieldorfa Emila Augusta winnym czynów zarzucanych mu aktem oskarżenia i za to wymierza karę przewidzianą dla faszystowsko - nazistowskich zbrodniarzy: skazuje na śmierć. Orzeka też utratę praw publicznych, obywatelskich i honorowych oraz przepadek całego mienia.
W aktach czytamy: „Oskarżony wydał rozkazy, instrukcje i wytyczne (...) podległym sobie jednostkom mordowania partyzantów radzieckich (....) i poszczególnych działaczy PPR, GL i AL. Działalność ta dokonywana była w interesie rodzimej reakcji i hitlerowskiego państwa niemieckiego, osłabiała bowiem (...) siłę prawdziwie rewolucyjnych organizacji walczących z wrogiem(...). Sąd nie znalazł żadnych okoliczności, które mogłyby złagodzić winę oskarżonego. Ogrom popełnionych przestępstw (...) obciąża oskarżonego Fieldorfa. (...) Obciąża [go] nie tylko krew przelanych ofiar, bratobójczych mordów, a nawet krew ofiar mordowanych przez faszystów niemieckich, gdyż działalnością swą oskarżony utrudniał szybsze wyzwolenie kraju (...). Sąd uznał za niezbędne całkowite wyeliminowanie oskarżonego ze społeczeństwa orzekając karę śmierci."

Odwołania okazują się bezskuteczne. Fragment wniosku o uniewinnienie, napisanego przez Fieldorfa: „Sąd oparł wyrok przede wszystkim na przesłankach politycznych. Byłem całe życie moje żołnierzem i nigdy udziału w życiu politycznym nie brałem (...)".
Na rozprawie rewizyjnej niejawnej sąd zważył, iż: „(...) uznaje go winnym, wymierzając karę śmierci."
[źródło fot: podziemiezbrojne.blox.pl]
Do samego Bieruta pisze ojciec generała prośbę „w sprawie łaski dla skazanego na karę śmierci syna", zaczynając od słów: „Dostojny Obywatelu Prezydencie. Jestem starcem liczącym 87 lat życia. (...), pochodzenia czysto robotniczego. W okresie okupacji utraciłem syna Jana, lotnika, który został zamordowany w obozie koncentracyjnym w Gross-Rosen. Żona moja Agnieszka zmarła (...), do czego przyczyniła się sytuacja i losy aresztowanego przez hitlerowców syna. Obecna wiadomość o grozie śmierci, która zawisła nad głową drugiego z mych dzieci jest (...) dla mnie ciosem nie do zniesienia. Zwracam się tedy ja, zgrzybiały starzec, do Dostojnego Obywatela Prezydenta z najgorętszą prośba ojcowskiego serca o skorzystanie (...) z prawa łaski."

Podobną prośbę o łaskę posłała do Bieruta żona generała.
Sąd rozpatruje sprawę i: „Skazany Fieldorf na łaskę nie zasługuje. - brzmi odpowiedź sądu. - Wykazał [on] natężenie woli przestępczej, w pełni zdawał sobie sprawę z dokonywanych morderstw (...). Zdaniem sądu nie istnieje możliwość resocjalizacji skazanego (...)".
(Można w tym miejscu mówić dziś zasadnie o zbrodni sądowej. Odrzucenie próśb było też zbrodnią stanu).

Kto dokonywał zbrodni?
M.in. Fejga Mindla Danielak, znana jako Helena Wolińska. Ówczesna sędzina, korzystająca potem z praw demokracji brytyjskiej. Żyła w spokoju do później starości.

A generała powieszono. Znęcano się nad nim przedtem, chciano upokorzyć, zmuszano do wysłuchania wyroku na kolanach. Opierał się, więc go skatowano, połamano mu kości i powieszono już martwego.
Egzekucja? Jest takie miejsce, gdzie strażnicy prowadzący więźnia w pewnym momencie znajdowali się w miejscu, gdzie trzeba było schylić głowę, żeby nie uderzyć we framugę. W takiej chwili z tyłu padał strzał. Metoda katyńska.

Katami zaś byli prawdopodobnie pracownicy UB, dziś już nieżyjący.

Fieldorfa pozbawiono praw publicznych, rodzinie zatem nie przysługiwało prawo do odebrania i pogrzebania zwłok. Nie ujawniono też miejsca, gdzie znajduje się ciało.

Wyrok wykonano na podstawie sfabrykowanego oskarżenia.
Rozpatrywane ponownie potem, umorzone zostało po 4 latach z braku dowodów... Generał jednak już nie żył. We wznowionym 1957 roku procesie oczyszczającym z go zarzutów, jeden ze świadków odwołał wcześniejsze, obciążające zeznania przekonując, że wówczas zostały one na nim wymuszone. Śledztwo w sprawie Augusta Emila Fieldorfa umorzono z braku dowodów. Sentencja sądowa z 1958 r. stwierdziła, że wydany na Nila wyrok był nieprawdą.

Sprawa rehabilitacji toczyła się wiele lat.
Rodzina czyniła o to (bezowocne przez lata) starania.

Wdowa po generale wystąpiła wreszcie do MON, do Jaruzelskiego, o to, by pomógł ustalić miejsce pochówku męża.

W marcu 1972 roku przyszła z MON odpowiedź, że „na prośbę obywatelki skierowano do ministra prośbę o ustalenie miejsca pochówku Fieldorfa" oraz uprzejmie poinformowano, że zostały podjęte stosowne czynności w celu wyjaśnienia. „O wynikach obywatelka zostanie poinformowana". Potem do wdowy przybyło dwóch pułkowników z wieścią, że miejsce nie zostało ustalone. Wysłannik Jaruzelskiego zjawił się u wdowy, Pani Janiny Filedrofowej i powiedział cos takiego: prawdopodobnie Pani mąż został pochowany w jednej ze zbiorowych mogił na Powązkach, możemy nawet dokonać ekshumacji, ale chcemy Pani oszczędzić kolejnych przykrości. Do ekshumacji nie doszło.

W 1972 roku na Powązkach wystawiono symboliczny grób, zbudowany przez Ministra Obrony Narodowej, Wojciecha Jaruzelskiego.

Długo trwały targi o napis na płycie. Gdyby patrzeć na to z dzisiejszej perspektywy, trzeba by uznać, że były one żenujące, wręcz ubliżające.

Dla wdowy ważnym było, by napisana została prawda. Wówczas jednak, ciągle jeszcze nie było na to szans. Wydano jedynie zgodę na wystawienie symbolicznego grobu - i był to półśrodek. Napisano jedynie: „zmarł śmiercią tragiczną. Zrehabilitowany pośmiertnie".

Dziś rodzina zmieniła płytę. Napisano prawdę.

art. oprac. m.in. na podstawie materiałów archiwum Polskiego Radia.


Wyszukiwarka

Aktualności

16.05.2015
"1945. Wojna i pokój." - to tytuł najnowszej książki Magdaleny Grzebałkowskiej, znanej w Kazimierzu m.in. ze świetnego artykułu w GW, poświęconego losom naszych kamieniołomów.
28.07.2014
Błyskotliwe, dowcipne teksty (i pieprzne podteksty), zrozumiałe dla tych, którzy nie celebrują domniemanej „magii" Kazimierza, a po prostu biorą go i rozumieją takim, jakim jest.
Muzyka z przestrzeni pomiędzy parodią a pastiszem, doceniana przez posiadaczy poczucia humoru oraz osoby muzykalne, czułe na nuty wpadające w ucho.
Oprócz zespołowych wykonawców obecnych jest tu parę miejscowych głosów, czasem bardzo rozpoznawalnych.
Sprawdźcie!
24.04.2014
OUTDOOR PHOTOGRAPHY CAMP to oferta wakacyjna dla dzieci i młodzieży: kurs języka angielskiego z udziałem native speakerów.

Strona 1 z 131  > >>