Czas przeszły

Urszula Gronowska
fot. Jacek Zaim

Patrząc przez lata na niektóre miasteczka, za każdym razem czuję się zobligowana do pewnej refleksji. Widzę ich codzienne i świąteczne oblicze o każdej porze roku. Dostrzegam ich geografię i historię w skali mikro, odbierane z precyzją zmysłów, wyostrzonych uważnym spojrzeniem. Zdaję sobie sprawę jak podlegają pewnym zmianom w swojej przestrzeni i urbanistyce. To naturalne. Obserwuję te miejsca również przez filtr czasu i moich własnych lat, wspomnień i przeżyć. I przyznaję - za każdym razem wzruszają mnie swoimi symbolami i znakami czasu przeszłego, tak przecież obecnego i dziś.
Sama rosłam w małym miasteczku z drewnianymi domami i brukowanymi uliczkami, z bujnymi łąkami pachnącymi do zawrotu głowy, obsypanymi stokrotkami, z kościołem i rynkiem wyznaczającym tę zwyczajową, ale ważną przestrzeń. Urodziłam się w małym miasteczku tak podobnym do innych, ale dla mnie jedynym.
Nadal widzę go jak zamknięty w swoich ramach kolorowy obraz, nasycony słońcem. Ciągle żywię do niego to samo niezmienne uczucie, chociaż ma trochę uśpioną twarz, a niektórzy nazywają go mianem prowincja. W nim zawiera się cały mój magiczny i urzekający świat, cała moja szczęśliwa przestrzeń zawieszona we wspomnieniach, choć niektóre miejsca zgubiły się już bezpowrotnie.
Koleje losu sprawiły, że teraz coraz częściej bywam w innym miasteczku i za każdym razem nie mogę oprzeć się pewnemu dojmującemu uczuciu, a nawet wzruszeniu... Może to przez piękne linie krajobrazu, które zachwycają każdą wrażliwą duszę. Moją - zawsze. Może przez tamten koloryt i architekturę perfekcyjnie zespoloną z innymi detalami, wywołującą moje pierwsze zainteresowania historią. Może poprzez sieć krętych wąwozów wokół, dających wytchnienie od zgiełku codzienności i sprzyjających twórczemu myśleniu. A może przez swoistą urodę świata „utkanego" z myśli, obrazów i zapachów... To na pewno historia lokalna, często wspólna innym małym miejscom. Sylwetka miasteczka widziana z Góry Trzech Krzyży, które pragnie się wziąć w obie dłonie, przeniknąć, być jeszcze bliżej... Bujność zieleni i podobieństwo ogrodów z kwiatami wdzięcznie wychylającymi się zza parkanów i ogrodzeń... To tamtejsze wiosny ubierające oszalałą przyrodę w nowe formy i kolory, a zimy w cichą biel, sprawiając wrażenie jeszcze większej przytulności. Ale przede wszystkim, to wszechobecny zapach przeszłości, od którego nie umiem, a może nawet nie chcę się uwolnić, ciągle przenikający się z tym dzisiejszym, codziennym. To jednocześnie moje olśnienia zapisane w pamięci i jakaś czułość w ich wydobywaniu i wyrażaniu. To w końcu trudne do zdefiniowania „coś jeszcze"...
Nie umiem tego sprecyzować, choć wszystko po trosze przywołuje mój własny czas przeszły, tak obecny i dostrzegalny w wielu różnych elementach.
„Wszystko mija i wszystko pozostaje", a moja dusza błądzi w wspomnieniach.

 

 

Wyszukiwarka

Aktualności

16.11.2008

środa, 18 listopada 1942 ...

...
rynek, lata okupacji. Repr. zb. MN
Wiadomo, w listopadzie koło godziny piątej rano jest jeszcze ciemno. A nas tak właśnie, między piątą a szóstą, obudziły strzały z broni maszynowej.

 

11.11.2008
fot. N.Kiljan
II Część „Dziadów" Adama Mickiewicza, wystawiona została 11 listopada w kościele św. Anny w Kazimierzu, przez grupę artystyczno - teatralną „Enigma", działającą od września w Kazimierskim Ośrodku Kultury.

11.11.2008


Kliknij na miniaturkę, aby powiększyć zdjęcie. Kliknij "zamknij", aby wyjść.

Poniedziałkowe spotkanie odbyło się w atmosferze skupienia. Pani opowiedziała nam treść II cz. "Dziadów" Adama Mickiewicza.