Krzysztof Globisz i Olga Katafiasz

spotkanie z Autorami książki: Olgą Katafiasz
i Krzysztofem Globiszem, "Notatki o skubaniu roli".
...czyli o tym, jak skubie ją artysta, twórca - aktor.

Krzysztof Globisz powiedział o sobie, że jest bohaterem dygresyjnym o szarpanych myślach, z którym zapewne ciężko było prowadzić rozmowę uwieńczoną publikacją, ale szło mu właśnie o tu, by ów chaotyczny znak osobowości i charakter wypowiedzi zostały w książce zachowane. Wrażliwy czytelnik dzięki temu zauważy, że tak naprawdę jest to książka mówiona, tyle że spisana. A mówi się w niej m. in. o metafizyce roli, której udaje się dotknąć w twórczości aktora. Dotykanie tajemnicy przez fizykę myśli i działania.
Aktor nie skąpił wyznań bardzo prywatnych, czasem nawet intymnych, dotyczących rzecz jasna jego powołania. „Oczywiście jeśli zapytacie Państwo, co lubię jeść, to odpowiem, ale nie chciałem, żeby o tym była ta książka. Chciałem w niej mówić o istocie aktorstwa." Opowiedział o swoim pojmowaniu sztuki, o swoim do niej podejściu, o tym, że pozostaje pod wpływem systemu aktorskiego Stanisławskiego i wierny filozofii powtarzalności: przejść próg znudzenia to zobaczyć, jak coś bardzo interesującego wyrasta poza nim. Zwierzył się też na przykład, że czas spektaklu ma według niego osobliwy wymiar: staje się czasem prawdziwym, bo czas ten się przeżywa, nie zaś „coś" się w tym czasie pokazuje.
Prowadząca rozmowę zapytała o relację „uczeń - mistrz", którą można zaobserwować w kontakcie Globisza z Olgą Katafiasz. Aktor odpowiedział anegdotą, która choć trochę odwróciła sens pytania, to z powodu lekkości anegdoty warta jest przytoczenia: „kiedyś zwróciłem się do Łomnickiego: - Mistrzu! Odpowiedział mi: Mistrzu - to ty możesz mówić do zduna."
Ale prawdziwy sens pytania leżał gdzie indziej, tę relację autorytetu widać było gołym okiem, Olga Katafiasz zwracała się do Krzysztofa Globisza „Panie Profesorze", a w jej głosie słychać było prawdziwy szacunek. I na odwrót: Globisz wciąż podkreślał jej rolę i znaczenie w powstaniu, realizacji i kształcie książki.
Uznany za jednego z najwybitniejszych współczesnych aktorów, najwybitniejszego w swoim pokoleniu, jest pierwszym po Holoubku, który aktorstwo traktuje w szczególny, poważny sposób i mówi o nim tak serio.
Rozmowa wreszcie przybrała istotnie metafizyczno - filozoficzny charakter, z czego Krzysztof był łaskaw zażartować, że „taki kaliber tematów i to w niedzielne południe... No chyba, że Państwo już po kościele." Nie dało się jednak uniknąć kilu nasuwających się pytań - refleksji. Czy do tego, by być dobrym aktorem potrzeba niezbędnie być dobrym człowiekiem? Teoretycznie nie, bo przecież w szeregach wykonawców tego zawodu są ludzie tacy i tacy, „mam kolegów, których określa się mianem .". Ale nie do końca jest to jednoznaczne i sedna trzeba by szukać gdzieś indziej, bo jeśli przyjąć ciąg logiczny, że aktorstwo to dawanie, dzielenie się czymś najważniejszym - to jest samym sobą - to w takim razie konkluzja musiałby być potwierdzeniem hipotezy, że dobry aktor to dobry człowiek. Zły w założeniu zabiera, szkodzi, nie potrafi się dzielić ani dawać. (Ta zawiła kwestia zdaje się wymaga osobnej dyskusji).
To, że się gra złego nie oznacza, że takim się jest. Oznacza też skomplikowaną kwestię potępienia, oceny moralnej: Globisz podkreśla, że każdego swojego Makbeta, Hitlera czy Stalina musiał najpierw pokochać; musi zrozumieć, co się działo w głowie tego człowieka, który czynił niezrozumiale zło. W sukurs przychodzi dziś psychologia a nawet psychiatria, potrafiąca objaśnić każde skrajne zachowania. Tu nie ma co wyważać otwartych drzwi. Był taki a taki, ale na pewno był taki dlaczegoś. „Zanim zacznę grać, muszę na początku mojego bohatera pokochać, nawet łotra. Bez tego nie będę chciał go zrozumieć, a bez zrozumienia nie będę mógł go prawdziwie zgrać". Dlatego zapewne role w interpretacji Krzysztofa Globisza są tak niewiarygodnie wiarygodne. Aktor autentycznie wciela się w postać, staje się granym przez siebie bohaterem. Podkreśla też ważność reżysera: sama gra to nie wszystko, rola musi być poprowadzona tak, by jej nie pokazywać, tylko by ją przeżyć. I przeżycie nie może być jedynie pokazane, musi być przeżyte. Brzmi jak masło maślane, ale gdy się nad tym zastanowić, ma to sens. „Mogę się przed Państwem rozpłakać, ale to nie sprawi, że i wy zaczniecie płakać. Ja ten płacz muszę przeżyć, nie tylko go pokazać. Wtedy dochodzi do autentycznego porozumienia między aktorem - bohaterem a widzem." To własnie ta szczególna kategoria czasu innego, czasu przeżytego.
Tych filozoficznych zagadnień było więcej, ograniczamy się tu do streszczenia tych, które najgłębiej zapadły nam w głowę. Z tym większą ciekawością siadamy do książki:

kliknij i posłuchaj...

 

 

 

Wyszukiwarka

Aktualności

08.11.2008

Ewa Wolny

W niedzielne popołudnie 2 listopada, salon domu Marii i Jerzego Kuncewiczów pękał w szwach. Przyszli doń ci wszyscy, którzy tego wyjątkowego dnia, w Zaduszki, chcieli wspomnieć dawnych bywalców Wąwozu Małachowskiego.
01.11.2008

 

Księga raju

 

 Icyk Manger

Czas spędzony w raju był najpiękniejszym okresem mego życia. Bardzo często zamykam oczy i przeżywam na nowo te szczęśliwe chwile. Wtedy w sennych marzeniach zapominam nawet o tym, że obcięto mi skrzydła przed wyprawieniem w inny świat...
01.01.1970
10 i 11 grudnia na kazimierskm rynku odbędzie się
V Jarmark Świąteczny.
Towarzyszyć mu będzie wiele interesujących wydarzeń.

<< <  Strona 131 z 131