profesjonalia - resume

Całą noc z piątku na sobotę lało jak z cebra, w związku z czym błoto wokół namiotów Warki krzyżowało plany eleganckim panom i paniom względem błyszczenia się butów. Ale to drobiazg, bo pod zadaszeniem - sucho, ciepło i ciekawie. Przestrzeń podzielona na boksy, a w nich m.in. laboratorium piwne, sala projekcyjna, sala degustacyjna i wreszcie duży salon z widokiem na scenę.
Prowadzący Prokop i Starybrat dwoją się i troją, bystrzy zawodowcy, mucha nie siada. Dla mnie perełką jest taki mniej więcej dialog:
(po wezwaniu na scenę kilku osób z publiki, jeden z prowadzących mówi do dziewczyny):
- Jak by się zdarzyło, że będziesz wolna, to zgłoś się, proszę, do mnie.
- Oo, co za propozycja, dla wyjaśnienia: gdzieś tu wśród państwa znajduje się żona i córeczka kolegi.
- ... ale nie ma takiego wagonu, którego nie dałoby się odczepić... (pocieszono błyskotliwie dziewczynę na scenie).
To taka moja niepoważnie zapamiętana anegdota estradowa, ale serio, jestem pod wrażeniem obu panów, którzy obywają się bez głupawych tekstów i pospolitości. Prowadzą imprezę sprawnie, inteligentnie i dowcipnie.
Pośród tłumu stoi „stoliczku nakryj się", a mi się nie chce wierzyć, że spektakl kulinarny Roberta Makłowicza odbędzie się wprost w tej jakby auli. A jednak. Tłum grzecznie otoczył rozprawiającego ze swadą i produkującego póki co skręcające trzewia zapachy Roberta Makłowicza. Sieka, kroi, podstawia pod nos do powąchania, opowiada - a spod noża wykrawają się potrawy z akcentem piwnym. Przerażona patrzę na rączkę patelni stojącej na gazowym palniku. I nic. Żaden czarny scenariusz się nie sprawdził, tłuszcz nikogo nie oparzył, mleko się nie wylało. Sztuce Makłowicza należy się osobny artykuł, zatem tu zaznaczę, że pachniało znakomicie i smakowało doskonale (wiem ze słyszenia). Wbrew pesymistycznym scenariuszom, nikt się z nikim nie pobił o tackę z krewetką.
Przed wieczorem były jeszcze konkursy i roztrzygnięcia Profesjonaliów, czyli elementy programu ściśle i dosłownie związane z przedmiotem oraz tytułem imprezy.

Wieczorem zaś oczekiwany Kabaret Moralnego Niepokoju z premierowym, dobrym programem oraz gwóźdź - orkiestra Adama Sztaby. Powiedzieć, że było to świetne wykonanie muzyki popularnej przez dobrą orkiestrę, to za mało.
Pozwolę sobie (za pozwoleniem autorów opinii) przekazać, że profesjonalni muzycy i krytycy obecni na koncercie (i to muzycy związani z przeróżnymi gatunkami muzycznymi) jednogłośnie orzekli, że to najlepsza, najlepsza obecnie w Polsce orkiestra rozrywkowa. Olbrzymia werwa, iskry niemal sypiące się z instrumentów, energiczny i szalenie muzykalny prowadzący Adam Sztaba, a ponad tym - bezbłędne muzycznie wykonanie.
Publiczność raczej słuchała niż tańczyła i to było zdumiewające. Zdawało się, ze orkiestra rozrywkowa będzie przygrywać do rytmicznego dansu, ale nie: ludzie się zasłuchali, co nie znaczy, że rytmicznie nie podrygiwali.
Wielkie uznanie należy się organizatorom. (Uwaga: to nie jest tekst sponsorowany. Nie byliśmy patronem imprezy, nie mam pojęcia, czy organizatorzy cokolwiek z tego przeczytają. Nie jest to więc stwierdzenie kierunkowe ze wskazaniem na zadowolenia organizatora - zleceniodawcę!) Obiektywnie impreza była dobrze zorganizowana i przygotowana, ochrona reagowała na każdego, kto powinien był dać ręce odpocząć od dźwigania szklanki, plastyczny, ładny element scenograficzny szczudłujący po Kazimierzu i bardzo wysoki poziom oprawy artystycznej - to się rzucało w oczy. Mówię z przekonaniem będąc też przekonaną, że wiele osób będzie przekonywać, że to byle co i po co. Nie bądźmy jednak hipokrytami: Warka równie dobrze mogła zaprosić zespół disco polo i amatorzy piwa świetnie by się bawili śpiewając hymn do wolności i swobody. Ale organizatorzy zadbali o to, by się dobrze bawić przy dobrych rzeczach i za to im się należy uznanie.

A pytanie powtarzające się: po co Kazimierzowi taka impreza o charakterze mówiąc delikatnie - pospolitym? Po zastanowieniu się stwierdzam, że jednak potrzebna. Po pierwsze są to realne pieniądze w budżecie miasta. Po drugie każdy chętny mieszkaniec miał szansę na nie wymagającą intelektualnego wysiłku rozrywkę na wysokim poziomie. Po trzecie: nie zaobserwowałam, by kościół pękał w szwach podczas świetnych skądinąd Letnich Wieczorów Muzycznych, nie zauważyłam też, by na znakomite, wyjątkowe Niedziele Literackie dokonywano rezerwacji na tydzień przed. Więc powtarzam: nie bądźmy obłudni: możemy aspirować do kultury wysokiej, ale elitarność z definicji stanowi margines. Lud natomiast, czyli ogół chce się bawić masowo. Na Profesjonaliach mógł to robić po swojemu, ale zabawy nie musiał się Kazimierz wstydzić. Ach, i jeszcze jedna refleksja. Wieczorem, po 22 konferansjer nadmienił, że muzyka musi być ściszona na wniosek burmistrza, a to znów na wniosek zniecierpliwionych mieszkańców okolicy zwykle cichej. Pytam więc: skoro impreza jednorazowa - dwudniowa jest umęczeniem dla tamtego kwartału Kazimierza, co mamy powiedzieć my, mieszkańcy Rynku? U nas całe lato i pół jesieni trwa jedna wielka impreza, nie często na wysokim poziomie...
I zazwyczaj nie kończy się przed północą.
bg


Kliknij na miniaturkę, aby powiększyć zdjęcie. Kliknij "zamknij", aby wyjść.












Bożena Gałuszewska Kazimierz Dolny Kazimierz Dolny Kazimierz Dolny Kazimierz Dolny

Wyszukiwarka

Aktualności

08.11.2008

Ewa Wolny

W niedzielne popołudnie 2 listopada, salon domu Marii i Jerzego Kuncewiczów pękał w szwach. Przyszli doń ci wszyscy, którzy tego wyjątkowego dnia, w Zaduszki, chcieli wspomnieć dawnych bywalców Wąwozu Małachowskiego.
01.11.2008

 

Księga raju

 

 Icyk Manger

Czas spędzony w raju był najpiękniejszym okresem mego życia. Bardzo często zamykam oczy i przeżywam na nowo te szczęśliwe chwile. Wtedy w sennych marzeniach zapominam nawet o tym, że obcięto mi skrzydła przed wyprawieniem w inny świat...
01.01.1970
10 i 11 grudnia na kazimierskm rynku odbędzie się
V Jarmark Świąteczny.
Towarzyszyć mu będzie wiele interesujących wydarzeń.

<< <  Strona 131 z 131