Nikifor z Krzywego Koła
Paweł Lis
Kiedyś na ścianie budynku, obok masywnych, okutych blachą drzwi - zamykanych na noc na dwie potężne kłódki - widniał szyld informujący, że znajduje się tam sklep z artykułami metalowymi; w mieście mówiło się: „sklep żelazny". Często do niego zaglądaliśmy - ja i moi koledzy z podstawówki - bo trzeba było wentyl do roweru kupić, albo zbrakło nam żelaznych gwoździ-haczyków czyli naboi do naszych strzelb „gwoździówek", z którymi uganialiśmy się po uliczkach miasta albo okolicznych wąwozach. Dobrze pamiętam wnętrze sklepu: ladę z drewnianymi skrzynkami na śruby i gwoździe, regały z najróżniejszymi narzędziami, kuchennymi blachami, fajerkami i stojące pod ścianą żeliwne „kozy". Pamiętam też specyficzną, wiercącą w nosie woń, którą wydzielały wiszące na ścianach skórzane elementy końskich uprzęży i rzemieni do batów, pomieszaną z metalicznym zapachem żelaza....
W którymś momencie - wyrosłem już pewnie z „gwoździówek" i może z tego powodu nie pamiętam, kiedy to było... - za ladą w sklepie na Krzywym Kole Pana Edwarda zastąpiła jakaś pani, zamiast żeliwnych piecyków zaczęto w kącie pod okienkiem ustawiać pralki, a nawet lodówki, ze ścian zniknęły końskie uprzęże, na półkach pojawiły się tranzystorowe radia.....
Na początku lat 80-tych w pokoju moich dziadków zawisł na ścianie nieduży obrazek: schematycznie, trochę „po dziecinnemu" wyobrażony widok na ścianę szczytową kazimierskiej fary, otoczonej kasztanami w jesiennej już chyba szacie. Sposób malowania tego barwnego listowia mógł wzbudzić uznanie, gdyż wymagał benedyktyńskiej wręcz cierpliwości w pokrywaniu powierzchni obrazu niezliczoną ilością drobniutkich, kolorowych plamek. Jakoś wówczas nie skojarzyłem małej sygnatury „E. Rodzik", umieszczonej drukowanymi literami w rogu obrazka, ze sprzedawcą z „żelaznego sklepu"....
Z Panem Edwardem spotkałem się ponownie w 1986 r. Byłem wówczas świeżo upieczonym pracownikiem Muzeum Regionalnego PTTK w Puławach. Wraz z moją szefową, Panią Janiną Chajkowską głowiliśmy się nad powiększeniem kolekcji tej placówki i, jakoś tak chyba przypadkiem, wpadliśmy na pomysł, aby zacząć gromadzić dzieła działających w okolicy artystów spod znaku sztuki prymitywnej, czy też jak kto woli - naiwnej. Przypomniałem sobie wówczas, że jakiś czas wcześniej zauważyłem w miesięczniku „Literatura" artykuł napisany przez Janusza Jaremowicza, ukazujący szerokiemu światu obrazy malarza-prymitywisty z Kazimierza - Edwarda Rodzika!
Wybraliśmy się więc z Panią Niusią do Kazimierza. Pan Edward - pełen życia emeryt, choć „na nogi nieco nie domagał" - przyjął nas w dużym pokoju swego domu przy ul. Lubelskiej, nieopodal sklepu na Krzywym Kole. Choć nasza wizyta wyraźnie go zaskoczyła, chętnie poustawiał pod ścianami pokoju swoje obrazki: znów pojawiło się znane już ujęcie fary, jakieś widoczki, kolorowy kazimierski Rynek... Rozczulające wręcz były, spacerujące po tym Ryneczku malutkie ludziki i pieski (!). Dowiedzieliśmy się wtedy, że do malowania zmotywowała Pana Edwarda jego wnuczka - zaniepokojona nadmiarem wolnego czasu emeryta - od której na urodziny dostał... pudełko farb i pędzle. „Wszystkie obrazy maluję w domu, z pamięci... Nie będę się wystawiał na śmiech ludzki i rozstawiał ze sztalugami na Rynku. Niech sobie tam Kmita staje!" - zwierzał się dawny kupiec.
Po jakimś tygodniu - już sam - zgłosiłem się do domu na Lubelskiej z umowami kupna-sprzedaży i wyliczoną kwotą pieniędzy po odbiór wybranych obrazów. Po dokonaniu niezbędnych formalności, zapakowaniu w gazety zakupionego towaru i przeliczeniu pieniędzy w malarzu-prymitywiście obudziła się kupiecka dusza: „No, to ile z tego panu się należy?" - padło w moim kierunku zaskakujące pytanie. Równie zaskoczony był wyraz twarzy Pana Edwarda, gdy - mimo ponawiania propozycji - odmówiłem przyjęcia „odsypu". Widać jednak sprawa „nierozliczonej transakcji" nie dawała dawnemu kupcowi spokoju, a może raczej tzw. ciąg dalszy dopisała wrażliwość artysty-samouka..... Po kilkunastu dniach - była to sobota, w moim domu zamieszanie wywołane weekendowymi porządkami i dwójką rozbrykanych latorośli - usłyszałem skrzypienie stromych schodów do naszego mieszkanka na piętrze i wyraźnie zdyszany trudem wspinaczki po nich oddech gościa. Okazał się nim Pan Edward, dzierżący pod pachą otulone - a jakże! - gazetami zawiniątko. Tym razem wykręty nic nie pomogły - zostałem obdarowany obrazkiem przedstawiającym widok na Rynek, wyjątkowo licznie zapełniony ludzkimi figurkami, malutkimi pieskami i zabawnymi samochodzikami... Moje protesty i zażenowanie darem zostało skwitowane tubalnym śmiechem schodzącego po schodach „Nikifora z Krzywego Koła" - i tyle Go widziałem. Niestety, już po raz ostatni...
***
Patrząc na wiszący na ścianie widok Rynku w kierunku ulicy Klasztornej dostrzegłem jakiś czas potem, że jedno z okienek kamienicy na rogu Senatorskiej jest większe od pozostałych, Czyżby się malarz pomylił? Jakież było moje zdziwienie, gdy stojąc na Rynku i patrząc w tym kierunku, odkryłem że to nie żadna pomyłka - dwa są mniejsze, a trzecie większe! A przecież Pan Edward malował wszystko z pamięci! Ach, ta dusza artysty uzbrojona w „kupieckie" oko i pamięć....
paweł lis
foto: Aleksander Lis
ps.
Obrazy Pana Edwarda Rodzika znajdują się - oprócz Muzeum Regionalnego PTTK w Puławach - w zbiorach Muzeum Nadwiślańskiego oraz w kolekcjach prywatnych.
Wyszukiwarka
Aktualności
2012-05-19
Od 19 maja w Kolegium Sztuk Pięknych przy ul. Nadwiślańskiej eksponowane są prace, które wpłynęły na konkurs na koncepcję architektoniczną obiektu Gminnego Zespołu Szkół. Projekty można oglądać do 26 maja codziennie (z wyłączeniem 21 maja) w g. 10.00-18.00. Dyskusja pokonkursowa odbędzie się 26 maja w KSP o g. 12.00.
2012-05-19
19 maja 2012 r. o g. 20.00 na rynku odbędzie się wieczór filmowy połączony z akcją charytatywną na rzecz odbudowy szkoły. Wystąpi Poznańska Orkiestra Kameralna pod dyrekcją Macieja Sztora, w programie koncert muzyki Jana A. P. Kaczmarka oraz utwory z repertuaru światowej muzyki filmowej.

