Wielka Wojna
Lech Pietrzak*
"Iwanogród" - Kazimierz D., 1916W 1915 roku, po przegranej wielkiej bitwie pod Dęblinem, armia rosyjska cofała się na wschód. Przez Kaźmierz toczył się żelazny wąż armat, jaszczy, taborów poplątanych z piechotą i jazdą, gnany rozkazem pospiesznego marszu.
Most na Grodarzu przy Czerniawach zawalił się i armaty razem z zaprzęgami zapadły się w bagno. Następne zaprzęgi wjechały na ugrzęzłe działa i konie, by tak samo zapaść się i ugrzęznąć. Wśród wrzasków i przekleństw ciągle prące naprzód działa i jaszcze wjeżdżały na tonące konie i armaty, by wreszcie utworzyć groblę z dział, jaszczy i jeszcze żywych koni.
Wojsko nie bacząc na nic szło na wschód.
Z rozkazu dowództwa rozbito składy monopolu wódczanego. Żołnierze pod pistoletami oficerów rozbijali beczki ze spirytusem i tłukli butelki z wódką. Rynsztokiem płynęła gorzałka. Gromada chciwych gorzałki obywateli rzuciła się zagarniać do naczyń płynącą rozkosz. Niektórzy czerpali czapkami albo dłońmi i pili na umór. Ktoś zaprószył ogień. W jednym momencie wybuchł pożar i objął domy i kamienice. Kaźmierz spalił się w jednej trzeiej. Takiej grozy zniszczeń miasto nie przeżyło od czasów najazdu szwedzkiego.
Przez tłum wojska i zaprzęgów przepychały się wda automobile wypełnione wysokimi szarżami, bo od złotych pagonów i orderów na mundurach ćmiło się patrzącym w oczach. Na rynku automobile skręciły pod farę i z warkotem jechały pod plebanię, by zatrzymać się przed murowańcem kościelnego Kozunia. Stał on akurat przy drzwiach i i wybałuszał oczy na widok nieznanych wehikułów i panów generałów.
Oni zaś rozkładali na kolanach mapy, pokazali palcami to na mapy, to na drogę idącą na Góry i głośno przeklinali. Szczególnie jeden generał, ogromny mężczyzna z czarna brodą, klął jak prosty sołdat, trząsł mapą i ryczał:
- Wory proklatyje!
Widząc stojącego Kozunia, przywołał go kiwnięciem ręki, a Kozunio podskoczył, trzasnął kopytami, złożył „ruki po szwam".
Brodaty generał zapytał:
- Ty bywszy sołdat?
- Tak toczno, wasze priewoschoditielstwo - odkrzyknął Kozunio. - Sorok piaty połk władimirskij iż Iwanogroda!
- Tak powiedz nam, - ciągnął generał - czy była tu droga bita, bo na mapie jest, a na ziemi jej nie ma.
- Nie było i nie budiet! - odkrzyknął Kozunio.
Brodaty generał odwrócił się do otaczających go wysokich oficerów i pokiwał głową:
- I jak tu wojować? Na budowę bitej drogi diengi wzieli, na mapie narysowali, a drogi nie ma! Złodzieje, takie syny!
Wszyscy oficerowie milczeli z pospuszczanymi głowami. Brodaty generał wyjął złotą papierośnicę wysadzana drogimi kamieniami, otworzył ją i przywołał Kozunia:
- Na, pokuri!
Kościelny Kozunio czarnymi od tabaki i powykręcanymi od roboty paluchami zaczął gmerać w papierośnicy, nie mogąc z przejęcia wydłubać papierosa, na co brodaty generał patrzył z rosnącym niesmakiem. Wreszcie wepchnął złota papierośnicę Kozuniowi w rękę mówiąc z obrzydzeniem:
- Bieri wsio!
Odwrócił się do wysokich oficerów i tubalnym głosem rozkazał:
- Pojezżajem nazad!
Automobile zawarczały, zadymiły, zrobiły koło przed plebanią i zjechały na rynek, przez który szło i szło wojsko.
Przed drzwiami murowańca stał osłupiały kościelny Kozunio trzymając w ręku niebywały skarb.
Jak później mówiono, brodatym generałem był sam wielki książę Mikołaj Mikołajewicz.
Most na Grodarzu przy Czerniawach zawalił się i armaty razem z zaprzęgami zapadły się w bagno. Następne zaprzęgi wjechały na ugrzęzłe działa i konie, by tak samo zapaść się i ugrzęznąć. Wśród wrzasków i przekleństw ciągle prące naprzód działa i jaszcze wjeżdżały na tonące konie i armaty, by wreszcie utworzyć groblę z dział, jaszczy i jeszcze żywych koni.
Wojsko nie bacząc na nic szło na wschód.
Z rozkazu dowództwa rozbito składy monopolu wódczanego. Żołnierze pod pistoletami oficerów rozbijali beczki ze spirytusem i tłukli butelki z wódką. Rynsztokiem płynęła gorzałka. Gromada chciwych gorzałki obywateli rzuciła się zagarniać do naczyń płynącą rozkosz. Niektórzy czerpali czapkami albo dłońmi i pili na umór. Ktoś zaprószył ogień. W jednym momencie wybuchł pożar i objął domy i kamienice. Kaźmierz spalił się w jednej trzeiej. Takiej grozy zniszczeń miasto nie przeżyło od czasów najazdu szwedzkiego.
Przez tłum wojska i zaprzęgów przepychały się wda automobile wypełnione wysokimi szarżami, bo od złotych pagonów i orderów na mundurach ćmiło się patrzącym w oczach. Na rynku automobile skręciły pod farę i z warkotem jechały pod plebanię, by zatrzymać się przed murowańcem kościelnego Kozunia. Stał on akurat przy drzwiach i i wybałuszał oczy na widok nieznanych wehikułów i panów generałów.
Oni zaś rozkładali na kolanach mapy, pokazali palcami to na mapy, to na drogę idącą na Góry i głośno przeklinali. Szczególnie jeden generał, ogromny mężczyzna z czarna brodą, klął jak prosty sołdat, trząsł mapą i ryczał:
- Wory proklatyje!
Widząc stojącego Kozunia, przywołał go kiwnięciem ręki, a Kozunio podskoczył, trzasnął kopytami, złożył „ruki po szwam".
Brodaty generał zapytał:
- Ty bywszy sołdat?
- Tak toczno, wasze priewoschoditielstwo - odkrzyknął Kozunio. - Sorok piaty połk władimirskij iż Iwanogroda!
- Tak powiedz nam, - ciągnął generał - czy była tu droga bita, bo na mapie jest, a na ziemi jej nie ma.
- Nie było i nie budiet! - odkrzyknął Kozunio.
Brodaty generał odwrócił się do otaczających go wysokich oficerów i pokiwał głową:
- I jak tu wojować? Na budowę bitej drogi diengi wzieli, na mapie narysowali, a drogi nie ma! Złodzieje, takie syny!
Wszyscy oficerowie milczeli z pospuszczanymi głowami. Brodaty generał wyjął złotą papierośnicę wysadzana drogimi kamieniami, otworzył ją i przywołał Kozunia:
- Na, pokuri!
Kościelny Kozunio czarnymi od tabaki i powykręcanymi od roboty paluchami zaczął gmerać w papierośnicy, nie mogąc z przejęcia wydłubać papierosa, na co brodaty generał patrzył z rosnącym niesmakiem. Wreszcie wepchnął złota papierośnicę Kozuniowi w rękę mówiąc z obrzydzeniem:
- Bieri wsio!
Odwrócił się do wysokich oficerów i tubalnym głosem rozkazał:
- Pojezżajem nazad!
Automobile zawarczały, zadymiły, zrobiły koło przed plebanią i zjechały na rynek, przez który szło i szło wojsko.
Przed drzwiami murowańca stał osłupiały kościelny Kozunio trzymając w ręku niebywały skarb.
Jak później mówiono, brodatym generałem był sam wielki książę Mikołaj Mikołajewicz.
* fragment książki Lecha Pietrzaka pt. Prawdy i nieprawdy czyli kazimierskie fakty i legendy. Panda Press 1991
Wyszukiwarka
Aktualności
2012-05-19
Od 19 maja w Kolegium Sztuk Pięknych przy ul. Nadwiślańskiej eksponowane są prace, które wpłynęły na konkurs na koncepcję architektoniczną obiektu Gminnego Zespołu Szkół. Projekty można oglądać do 26 maja codziennie (z wyłączeniem 21 maja) w g. 10.00-18.00. Dyskusja pokonkursowa odbędzie się 26 maja w KSP o g. 12.00.
2012-05-19
19 maja 2012 r. o g. 20.00 na rynku odbędzie się wieczór filmowy połączony z akcją charytatywną na rzecz odbudowy szkoły. Wystąpi Poznańska Orkiestra Kameralna pod dyrekcją Macieja Sztora, w programie koncert muzyki Jana A. P. Kaczmarka oraz utwory z repertuaru światowej muzyki filmowej.

